Z Kościuszko strzał w dziesiątkę!

W dziesiątkę i to dosłownie, gdyż podczas, odbywającego się 15. października br. w Krakowie, biegu „5 dla Kościuszki”, wskoczyłem na 10. miejsce (na 120 zawodników) w swojej kategorii wiekowej! Jednocześnie metę, zlokalizowaną w TAURON Arenie Kraków, z czasem 20:43 min., przekroczyłem jako 39. zawodnik na 803. startujących! Mocna piątka za tę piątkę z bosym rekordem życiowym!

Rodzinna wyprawa...

Wspomniany start stał się okazją, aby całą rodzinką miło spędzić niedzielę. Dla samych Dzieciaków była to wręcz wyprawa do dalekiego, w ich obrazie świata, Krakowa: „do tego ze smokiem i Wawelem” – upewniały się Pociechy, „tak, własnie do tego” – potwierdzałem. Z emocji, pomimo wczesnej godziny pobudki i wyjazdu, przez całą drogę nawet nie zmrużyły oczu. Przyglądając się Dzieciom, przypominałem sobie jak sam przeżywałem swój pierwszy wyjazd do Miasta Kraka, gdy chodziłem jeszcze do szkoły podstawowej. Wydaje mi się, iż każdy z nas ma takie wspomnienia. A może właśnie czas „odkurzyć je w pamięci”?

Loteria…

Jako, iż jechaliśmy z Rodzicami na dwa samochody, w zatłoczonym, ze względu na liczbę uczestników zawodów na dwóch dystansach (półmaratonu i „piątki”), musieliśmy znaleźć sąsiadujące dwa miejsca parkingowe. Już od początku dzień zapowiadał się dobrze, gdyż, przybywając do Krakowa na dwie godziny przed startem, udało nam się, o dziwo, bezproblemowo zaparkować nasze wozy, pod pobliskim centrum handlowym. Dlaczego piszę „o dziwo”? Gdyż pół godziny później prawie cały parking był już zajęty. Nic dodać, nic ująć, znaleźliśmy się we właściwym miejscu o właściwym czasie.

Sądecka Ekpia…

Nie przez przypadek wspominam innych uczestników. W tych konkretnych zawodach stawiliśmy się na starcie większym gronem rodzinnym oraz ze Znajomymi. W biegu „5 dla Kościuszki” swoją kondycję sprawdzał mój Tata Krzysiek i ja. Natomiast w „4. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim” z trasą zmagali się: mój brat Irek, kuzyn Tomek Ziobrowski oraz Znajomi: Renata Stawiarska, Wojtek Rostocki, Szymek Poremba. Nie omieszkam wymienić tu osoby Andrzeja Tokarza, nie tylko mojego Trenera, który w czasie roztrenowania dopingował swoich podopiecznych na miejscu i przejął rolę fotoreportera.

/z Trenerem – Andrzejem Tokarzem/

Krzątanina na miejscu…

Tradycyjne „ogarnianie” spraw organizacyjnych, zostało nam ułatwione przez Irka, który dzień wcześniej odebrał nasze pakiety startowe (za co w tym miejscu, jeszcze raz, serdecznie mu dziękujemy). Mimo wszystko, trzeba było się „streszczać”, aby resztę spraw załatwić z zapasem czasu, potrzebnym do rozbiegania przed startem. I w tym miejscu pojawia się, w moim przekonaniu, jedyny zgrzyt. Droga do depozytu, prowadziła wąską klatką schodową, przez co, biorąc pod uwagę liczbę osób pragnących z niego skorzystać, dostarczenie swoich rzeczy stało się nie lada wyzwaniem i próbą nerwów (takie spostrzeżenie dla Organizatora, aby drogi dojścia do depozytu przeprowadzić miejscami o większej przepustowości). Ostatnie buziaki, życzenia powodzenia i każdy z nas udał się na wcześniej zaplanowaną pozycję startową.

Tuż przed startem…

Z jednej strony oficjalne przemowy, dyskusje, życzenia i gesty powodzenia między Zawodnikami. Z drugiej, koncentracja, ostatnia analiza trasy i taktyki na bieg oraz zagrzewanie się do walki poprzez serię podskoków na „wirtualnej skakance”, „oklepywanie” ud, łydek.

 

/trasa i profil biegu/

Zostało jeszcze kilka chwil, aby znaleźć sobie dogodne miejsce „w szeregu”. Po drodze na upatrzoną pozycję, „piątka” z Tatą i już jestem u czoła stawki, gdzie gestem i aparatem „zaczepia” mnie Ambasador Stanów Zjednoczonych w Krakowie. Ciekawe czy uda mi się odkopać to zdjęcie w „czeluściach Internetu”? Myślami wracam do zawodów. Taki to oto plan na tę rozgrywkę: trzymać się możliwie z przodu (aby nie musieć przepychać się między biegaczami i nie tracić na to energii) oraz biec w granicach „4:00 na kilometr”. 10… 9… 8.. /…/ 3… 2… 1… pierwszy krok ku mecie zrobiony…

Taktycznie i z mocą…

Oj, na tym dystansie nie startowałem od tzw. „wieków”. Dodatkowo stosunkowo krótkie przygotowanie do niego, po sezonie półmaratonów (http://biegambo.pl/bosa-korona-zdobi-ma-glowe/) i charytatywnego ultramaratonu (http://biegambo.pl/charytatywnie-wokol-nowego-sacza/), napawają mnie sportową ciekawością. Wiem, że jestem w stanie tak podbiec, ale czy debiut po powrocie będzie udany. Wierzę, iż tak, tylko muszę uważać, aby nie przesadzić na początku.

Ruszyłem. Szpaler Kibiców z lewej i prawej strony oraz jasny plan w głowie, pozwala nieźle się rozpędzić. Również wsparcie Zawodników startujących w półmaratonie z którymi mijam się „po prawicy” (rozpoczynali bieg w przeciwnym kierunku) dodaje animuszu, w tym jak się później okazało także okrzyki Kuzyna. Tu już na samym początku Kibice wyciągali ręce, aby przybić im „piątkę”. Czynię to z wielką radością, jednocześnie wyrażając Im wdzięczność za obecność i aktywność. Po krótkiej serii, skupiam się już na trasie. Patrzę na zegarek, którego wskazania sugerują, iż biegnę za szybko. Po minięciu „wąskiego gardła” wybiegam na ścieżkę rowerowo – pieszą. Robi się luźniej. Powtarzam sobie „Zwolnij, gdyż przesadzisz”. Kontrolując tempo, robię to co podpowiada mi doświadczenie i rozum – trochę zwalniam, a i tak pierwszy kilometr kończę na 4. minutach. Kolejne dwa tysiące metrów to spokojne kontrolowanie biegu. Jesteśmy już w Parku Lotników Polskich. Pora włączyć „moc”. Czwarty kilometr na pograniczu „4.”, a na ostatnim pojawia się już „3.” z przodu.

/na ostatnim kilometrze – meta tuż, tuż;
fot. Andrzej Tokarz/

/wsparcie Trenera na końcówce zmagań;
autor: Andrzej Tokarz/

Głośny doping „Bosy biegnij, już końcówka” – krzyczy jeden z Kibiców, tuż przed wbiegnięciem w podziemia TAURON Areny Kraków. Przede mną dwójka Zawodników w zasięgu wzroku. Decyduję się na próbę ostrego finiszu. Dobiegam do Nich. Gdy tylko zauważyli co się dzieje, również „z kopyta” ruszyli przed siebie. Niestety tym razem za szybko zacząłem końcowy atak i z dosłownie sekundową stratą wpadam za nimi na linię mety!

/przekraczam linię mety w 50-51 sekundzie;
źródło: YouTube Miasto Kraków/

Rzucający się w oczy (z racji ciemności, w którą wpadało się na Arenie) zegar wskazał 20:43 min.! Ambitny plan minimalny wykonany! Zmieściłem się w 21. minutach! Jest bosa życiówka na dystansie 5. kilometrów! Dobry punkt, od którego mogę zaczynać walkę o „szybką piątkę”! Jestem szczęśliwy, choć mały niedosyt pozostał! Dziś pobiegłem trochę zachowawczo (z racji, o której już wspominałem, czyli pierwszego startu na 5 000 metrów od dawien dawna), ale jednocześnie mocno, z czego jestem bardzo zadowolony! Średnia 04:08 min./km daje powód do zadowolenia!

/szczęśliwy na tle mety/

Gdy emocje już opadły…

Wyjście z Areny na światło dzienne, odebranie medalu, nawiązującego do wydarzenia, z którego okazji organizowany był bieg, czyli 200. rocznicy śmierci Generała Tadeusza Kościuszki.

/medal oraz mój numer startowy/

Trochę dalej nawodnienie i uzupełnienie energii węglowodanami pochodzącymi z makaronu z sosem bolognese. Pałaszując „węgle” oczekiwałem na przybiegnięcie Taty, który bardzo szybko zjawił się w strefie regeneracji. Jego świetny wynik to 28:41 min., dał Mu 10. miejsce w Jego kategorii wiekowej (i 396. w „Open”)! Gratulacje Tato! Pora na posiłek. Namawiam Tatę na krótkie rozbieganie. Rozciągamy się i ruszamy po pamiątkowe zdjęcia, a następnie odbieramy depozyty.

/z Tatą po przekroczeniu linii mety/

Dojście do telefonu umożliwia nam kontakt z oczekującą na nas Rodziną, która wcześniej dopingowała nas na mecie.

Przychodzi baba/chłop do lekarza…

Po powitaniach, gratulacjach i oczekiwaniu na przybiegnięcie półmaratończyków, część z nas postanowiła skorzystać z okazji i zrobić sobie kilka badań w mobilnych laboratoriach, które były dostępne dla każdego chętnego. Osobiście uważam, iż taka zachęta do kontrolowania swojego stanu zdrowia u specjalistów jest bardzo potrzebna biegaczom, na każdym stopniu ich sportowego zaangażowania.

Już są…

Z czasem dobiegli do nas pozostali Sądeczanie. Umiejąc cieszyć się z sukcesów innych, pozwolę sobie zdradzić ich wyniki. Mam nadzieję, iż nie będą mieli mi tego za złe. Pierwszy, z wymienionej wcześniej Ekipy, „połówkę” ukończył Wojtek Rostocki w 01:32:40,dalej kolejno Szymon Poremba (01:32:42), Tomek Ziobrowski (01:41:39 – z rekordem życiowym!), brat Irek (01:53:46) oraz w swoim debiucie półmaratońskim Renata Stawiarska (02:20:27). Brawo dla Każdej i Każdego z Was za wolę walki do samego końca!

Do domu już czas…

Co dobre szybko się kończy. Tak i było tym razem. Niedzielne zmagania, a przede wszystkim wspólnie spędzony czas, dodały nam pozytywnej energii na najbliższy tydzień, do kolejnego startu, czyli Jubileuszowej XV. Edycji Biegu Bejorów w Rytrze (http://www.biegbejorow.pl/), z którego dochód zostanie przekazany na rehabilitację Mistrza Tomasza Brzeskiego!

 

podziel się ze Znajomymi na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop

2 Komentarze

    • Bracie, serdecznie dziękuję za miłe słowo oraz wspólnie spędzony czas! Jednocześnie gratuluję Ci determinacji i zachowania „chłodnej głowy” podczas walki z „połówką”! Co do planów to już, podczas tego startu były zakusy na złamanie 20 minut. Nie udało się, lecz ten niedosyt jeszcze bardziej mobilizuje mnie do wzmożonego wysiłku, aby przekraczać kolejne granice. Czego i Tobie życzę. Kiedy następny taki wyjazd?

1 Trackback / Pingback

  1. Początek nowego… V Bieg Niepodległości w Rytrze… – biegam, bo… – moja przygoda z bieganiem

Odpowiedz na „IrekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*