Urozmaicenie…

Ostatni…

Dzisiejszy trening to ostatnie „spokojne wybieganie”… przed kolejnym półmaratonem z Korony Polskich Półmaratonów pora na poprawienie szybkości… tempówki, które mają sprawić, abym podczas startu w zawodach miał siłę, w momencie zmęczenia, przebierać szybciej nogami, już czają się za rogiem, a raczej za weekendem… to przede mną, a jakie urozmaicenie zdarzyło się dziś?…

/profil trasy z dzisiejszego treningu/

Asfalt…

… pierwsze kilometry to „rozmowa” stóp z dobrze im znanym terenem… bieg początkowo po asfaltowej prostej… i tu, dopada mnie pomysł na pierwszą zmianę… zafundowałem sobie podbieg… dużo lepiej boso się podbiega niż zbiega (takie moje prywatne spostrzeżenie i odczucie… zgadzacie się z nim?)… a tuż po nim zbieg po kostce chodnikowej… nowa faktura, od razu daje się odczuć bosym stopom… stosunkowo niedługi dystans i z powrotem wskoczyłem na ulicę… kilometry mijają…

Zielono mi…

/zdjęcie poglądowe/

… kolejne punkty biegu ustalałem sobie na bieżąco… starałem się „bawić trasą”… po krótkim i szybkim zbiegu, praktycznie wprost przed moimi oczami ukazała się zapasowa murawa stadionu w Zawadzie… która postanowiłem wykorzystać jako element relaksu dla stóp… prawie kilometrowa (bez 50. metrów) przebieżka, okazała się być szybszą o kilkanaście sekund (jeśli chodzi o tempo biegu)… mniemam, iż było to związane z powierzchnią, po której stąpałem… miękka, nie dość, że była miła w odbiorze dla receptorów stóp i mojego samopoczucia to jeszcze dobrze amortyzowała krok… błogie „mieszanie nogami” szybko się skończyło i trzeba było ruszyć dalej…

Jak kiedyś, tylko z drugiej strony… 

 

/źródło: nowysacz.pl; zdjęcie archiwalne z dnia otwarcia toru w 2016 r./

… dalej, lecz nie daleko, gdyż po paru chwilach, znalazłem się w otoczeniu toru modelarskiego, który na szczęście był otwarty… bez zastanawiania przekroczyłem jego bramę… i zacząłem wywijać po krętej trasie, przeznaczonej dla „perełek” modelarzy, czyli różnej maści miniatur samochodów wyścigowych, sterowanych poprzez fale radiowe… tak, jak zasugerowałem, w podtytule, zamieniałem się „sam ze sobą” miejscami, gdyż… sam kiedyś startowałem w zawodach modelarskich… dziś dane mi było poczuć na nowo ten klimat… a biegowo?… poprzez ciasne skręty rozruszałem trochę mięśnie i ścięgna, niejako zmuszając je, do pracy w innych płaszczyznach (bocznych) niż podczas „zwykłego” dreptania po prostej… to „rajdowanie” trwało podobnie jak na boisku sportowym kilometr… i powróciłem na asfalt, by zaliczyć, po drodze jeszcze jeden mocniejszy, choć również krótki, podbieg…

Schładzanie…

… jestem już na równym, przemierzając kolejne metry do momentu, gdy zegarek wskazał zaplanowany na dziś kilometraż (8 kilometrów)… o czym jeszcze zapomniałem wspomnieć?… o towarzyszu moich zmagań – wietrze, który dawał co chwila o sobie znać i zmuszał do siłowania się z nim, dosłownie „twarzą w twarz”… koniec treningu… zapisanie parametrów i pora na schładzanie, czyli stosunkowo spokojny bieg, pozwalający mięśniom i stawom na powrót do „chodzenia”…

/profil kilometrowego schładzania/

Post scriptum…

… oczywiście, tak jak każdy mój trening, od włączenia się do akcji #piatkadlatomka, i ten przebiegłem w intencji szybkiego powrotu Tomka Brzeskiego do zdrowia…

 

 

przeczytaj także:

podziel się ze Znajomymi na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*