Ostatni i pierwszy raz…

Zaczynając od końca… kolejny pierwszy raz… poprzedni to http://biegambo.pl/pierwszy-raz-krotki-a-jak-cieszy/)… a czego tym razem dotyczy?…

Poplątane, z pomieszaniem…

I mi też się zdarza, co powiem z ręką na sercu, iż nie zawsze mam siłę wyruszyć, w zaplanowanym czasie, na trening… tym razem również mi się to przytrafiło… budzik, wygrał znajoma melodie o 5 rano… nieprzespana dobrze, krótka noc, sprawiła, iż ciężko podnosiłem się z łóżka, aby dostać się do „porannej syreny”… 10 min. drzemka, przedłużyła się do ponad 1,5 godzinnej… zmęczenie wzięło górę… z perspektywy czasu, myślę, iż dobrze się stało… regeneracja jest równie ważna, jak wysiłek na treningu… udało się jeszcze wywiązać z porannych zawodowych obowiązków i pomimo „trudnego” początku, dzień leciał dalej…

Już prawie…

Popołudniowy plan miał wyglądać następująco… skoro piszę, że miał to oczywiście znaczy, iż dziś znów się „posypał”… spotkanie biznesowe, które zaplanowane było na ok. 60 minut, przeciągnęło się do 180…. nie mniej jednak nie żałuję tego, gdyż „nie ma tego złego (czyt. niezaplanowanego), co by na dobre nie wyszło”… stąd też, zamiast wracać już z treningu, dopiero się na niego wybierałem…

Jestem…

W końcu dotarłem, a tu… ruch jak w ulu… zwykle trenuje wcześnie rano, więc jest „przestrzeń”… dziś nocna eskapada, ukazała, które godziny lepiej odpowiadają ludziom do ćwiczeń…

Ostatni i pierwszy…

Dlaczego ostatni i dlaczego pierwszy?… ostatni raz „obijam stopy” przed planowaną modernizacją obiektu, a zarazem zdarzyło mi się po raz pierwszy czekać w kolejce na dostęp do bieżni… z jednej strony, mały zastój w kolejce, który de facto wykorzystałem na „oczekującą” rozgrzewkę… z drugiej, sytuacja ta cieszy, gdyż coraz więcej osób zaczyna dbać o swoją sprawność fizyczną…

A co słychać na bieżni?…

Od samego początku, jako, iż wchodziłem na nią któryś z kolei, mogłem odczuć letnią temperaturę… oj, ciepło było mi nie tylko od wysiłku, lecz od rozgrzanej taśmy… 9 kilometrów minęło mi na zabawie biegowej… raz środkiem bieżni, raz jej lewą, raz prawą stroną… takie urozmaicenie sobie „prostej” drogi… a na dodatek to uczucie, kiedy stopa „lekko płynie” i robi się „wilgotna”… czyli znak, że pod koniec biegu będzie zdymka… uroki szlifowania, i to dosłownie, formy… nie zapominajmy też o kalistenice… wybiła 22… pora wracać…

Jak to pokrótce wyglądało?

Oglądnij poniższe video… jeśli masz ochotę skomentuj… pozdrawiam Cię serdecznie…

 

przeczytaj także:

podziel się ze Znajomymi na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*